sobota, 25 czerwca 2016

Poznajcie naszą nową rodzinę



Zarówno blog, jak i Fanpage został ostatnio bardzo zaniedbane. Jak zwykle duża w tym wina szkoły, ale tym razem nie tylko... 
Nie, nie założyłam pseudo hodowli. 
W drugim tygodniu maja (6 tyg. temu) przyjechało do naszego domu 5 malutkich kulek przypominających świnki morskie wraz z dzikim kotem. Jak się można było domyślić świnki okazały się malutkimi kotami.

Ale jak? Skąd? Czemu? 
Na naszej działce w pierwszym tygodniu maja przyszło na świat 5 kociąt. Kotka (matka) należała kiedyś do naszego sąsiada. Historia tego kota była bardzo podobna do smutnych przeszłości innych zwierząt. Została wyrzucona. Powód? Pojawienie się w domu nowego pieska, który nie akceptuje kotów. Przez rok kotka żyła na ulicy. Co jakiś czas była dokarmiana przez swojego "właściciela". Sąsiad na wieść o maluchach zbytnio się nie przejął. Zaproponował tylko dokarmianie. 
Dookoła pełno psów, pola, mnóstwo kotów,.. To się nie mogło dla nich dobrze skończyć, dlatego postanowiliśmy je zabrać. Zawieźliśmy je do fundacji. Miało to być super rozwiązanie. Moje szczęście nie trwało zbyt długo. Fundacji niby super, ale to co w niej było trochę mnie przerosło. Pełno kotów, bród, wszystkie koty w klatkach,...Pod presją je tam zostawiliśmy, jednak mając wielkie wyrzuty sumienia następnego dnia były już  w naszym domu. 






















I tak od kąt trafiło pod mój dach 6 kotów (+ Lucky + Lala) moje życie obróciło się o 360 stopni.
Kot nie wymaga zbyt wielkiej uwagi i opieki. Wszystko się jednak zmienia, gdy ma się pod dachem 7...




Na początku myślałam, że będę patrzyła, jak kociaki słodko rosną, ślicznie się bawią i uroczo śpią na moich kolanach. W końcu mam już jednego dorosłego kota, którego praktycznie widuje raz dziennie
(jest kotem mieszkającym w domu), więc moja teoria powinna się sprawdzić. Kot to kot, nie wymaga tyle uwagi co pies.
I  owszem moja teoria się sprawdziła. Małym mankamentem jest wieczne pranie, sprzątanie, zabezpieczanie kolejnych mebli przed pazurami,... Klatka po skończeniu 4 tygodnia zrobiła się za mała i było trzeba dać kotom więcej przestrzeni. Nie no jest super. Zamiast usiąść po szkole przed telewizorem musiałam monitorować koty. Nie wspomnę już o regularnym prowadzeniu strony. Myślałam, że opieka nad 1-4 tygodniowymi kotami jest trudna, jednak to co teraz dzieje się w domu mnie kompletnie przerasta. Boję się zajrzeć do kociego pokoju, bo przecież pewnie będzie tam znów coś popsutego, coś obsikanego,... Znów będę musiała sprzątać, coś naprawiać, wyciągać malucha z jakiegoś kąta w pokoju. Sprzątam 3 razy dziennie (dla osoby sprzątającej raz w tygodniu to nie jest łatwe Xd). Nie mam nawet czasu w weekendy. Lucky został zepchnięty trochę na drugi plan. Na szczęście widać, że chyba to rozumie. 
Każdemu z maluchów muszę poświęcić co najmniej 30 minut dziennie. Okazało się także, że kotka nie jest dzika i też wymaga sporo głaskania oraz uwagi. Wiecznie domaga się pieszczot, jedzenia, uwagi,... Została moim drugim psem. 


A co na to Lucky? 
Przynajmniej on mi tego wszystkiego nie utrudnia. Ba! On nawet mi pomaga. Jest zastępczym ojcem kociąt i najlepszym przyjacielem kotki. Ze wszystkimi się świetnie dogaduje. 
Myje kociakom tyłki, pilnuje ich,... Ani razu nie pokazał ząbków, jest zawsze perfekcyjny w tym co robi i delikatny.  Nie jest nawet zazdrosny (nasz kot rezydent musi zostać w odległości jednego metra, po przekroczeniu tej granicy Lucky zaczyna się trząść z zazdrości- dosłownie- ma takie "drgawki"). W tym przypadku jest świetnym  psem. Jestem z niego bardzo dumna.
*Lucky nareszcie ma kulę u nogi- matkę kociąt. Bardzo się cieszę, bo kotka się w nim zakochała i nie opuszcza go na krok. Mam nadzieję, że Lucky zobaczy, jak to jest być wiecznie "dręczonym" (bo w końcu on potrafi męczyć inne psy całymi dniami). 

A teraz tak trochę inaczej...
Wiem, że to może nie jest odpowiednie miejsce, ale wiem, że 89% psiarzy to ludzie bardzo odpowiedzialni i właśnie takich osób szukam. 
Ktoś chce kota? Starałam się je socjalizować najlepiej jak umiałam. Są przyzwyczajone do dzieci i psów. Zostały odrobaczone, potrafią załatwiać się już do kuwety, samodzielnie jedzą karmę suchą i mokrą. Odbiór w Warszawie w połowie lipca. Najlepiej, aby do nowych domów pojechały parami lub zostały nowym przyjacielem obecnego kociego/psiego rezydenta.

Najwytrwalsza i najpiękniejsza modelka













Przepraszam za jakość zdjęć w poście. Maluchy i światło nie chciały współpracować. 

15 komentarzy :

  1. Jakie śliczne maluchy! <3 Cieszę się, że Lucky nie przeszkadza w opiece nad kotkami, mam nadzieję, że nie będziesz miała z nimi większych kłopotów ;)
    Oby małe znalazły domy! Ja teraz tylko żałuję, że jestem na nie uczulona :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakie one śliczne. Szkoda, że tata ma uczulenie.
    Jak się nazywają?
    Pozdrawiam J&J

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama- Tosia. Maluchy- bezimienne- tak,aby się do nich nie przywiązać + aby same się nie przyzwyczaiły do swojego imienia (Lucky był już tak do swojego przyzwyczajony,że nawet nie było mowy o zmianie).

      Usuń
  3. Miałam jednego kociaka na DT, wyobrażam sobie jak może być z taką gromadką :D. Trzymam kciuki za dobre domki dla całej rodzinki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniałe maluchy! Oby wszystkie znalazły dobre domki :).
    A zdjęcia przepiękne :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowne maleństwa ♥ trzymamy kciuki aby znalazły najwspanialsze domki na świecie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne koty :)Gdybyś miała 4 kocury (niewykastrowane) to uwierz mi ale chciałabyś się wyprowadzić, no ale cóż takie życie. Koteł na przedostatnim zdjęciu jest <3

    Pozdrawiamy
    Biały Krukk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 2 niewykastrowane kocury (jeszcze za małe,ale to nie zmienia faktu,że są niewykastrowane), 4 niewysterylizowane kotki i 1 wysterylizowana + pies. To też zalicza się do chęci przeprowadzki? Hahahaha

      Usuń
  7. Rozpływam się... Urocze, malutkie, puchate mruczki.
    Kot jak kot, ale opieka nad malutkim kurczakiem to jest wyzwanie! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne maleństwa. Niestety, mogę mieć w domu tylko jedno zwierze...

    OdpowiedzUsuń
  9. Ładna gromadka! Trzymam kciuki aby znalazły domki! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mało kto odważyłby się chyba na taki ruch i przygarnąłby taką gromadę. Oby maleństwa znalazły kochający dom :)
    Pozdrawiamy, Biscuit Life

    OdpowiedzUsuń
  11. ile słodkości <3 o jeejku :)
    Ja kiedyś miałam gromadkę kociaków bo moja kochana kocica spieprzyła z domu w czasie rui i była wpadka. Po tym incydencie kot poszedł na stół u weta i skończyło się :)
    Oby znalazły świetne domy :)
    Pozdrawiam,
    goldenowelove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowne kotki <3 Na pewno znajdą dom.
    Zapraszam do mnie. Inny temat jednak myślę że się spodoba (Trwa konkurs)

    zaszczurzonyblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetnie postąpiłaś a maluchy są boskie! Szczególnie urzekła mnie ta kotka obok aparatu. Mam nadzieję, że znajdą dobre domy!

    OdpowiedzUsuń